rejestracja wizyt: 85 585 57 42 kontakt@niemusibolec.com

Jak powstaje ból?

cz. 1 - ostry ból receptorowy
Na to pytanie można odpowiedzieć na wiele sposobów – mniej lub bardziej zrozumiałych dla normalnego (czyt. nie związanego z medycyną czy innymi naukami biologicznymi) człowieka. Ja postaram się to zrobić możliwie najbardziej przystępnie, bo choć proces jest niezmiernie ciekawy (przynajmniej dla mnie), to jest też równie skomplikowany. Ale do rzeczy!
Wszystko zaczyna się od bodźca bólowego – czyli w skrócie, musi nastąpić coś, co pobudzi odpowiednie receptory na naszym ciele dając nam efekt w postaci odczucia bólu. Może być to na przykład uraz – ja np. uderzyłam się kilka dni temu głową w ścianę (potwierdzam, bolało) i na tym przykładzie prześledzimy cały proces powstawania bólu (dokładnie jak w tytule tego wpisu – będziemy rozmawiać o ostrym – czyli pojawiającym się nagle i trwającym krótko – bólu receptorowym).

Wróćmy więc do ściany. W momencie gdy moje czoło spotkało się z rzeczoną ścianą, a towarzyszyła temu dość znaczna siła (czyli po prostu rąbnęłam głową w tę nieszczęsną ścianę z niezłym impetem), pobudzone zostały specjalne receptory zlokalizowane w skórze – nocyceptory. Są to wyspecjalizowane komórki nerwowe, które są zdolne odbierać bodźce bólowe właśnie na drodze ich pobudzenia (jak w sytuacji o której mówię), ale też ich uwrażliwienia (i do takiej sytuacji jeszcze wrócimy). W naszym ciele mamy 3 rodzaje nocyceptorów:

 

unimodalne (czyli wyspecjalizowane do odbierania jednego rodzaju bodźca i chodzi tu o bodźce mechaniczne oraz termiczne (jakkolwiek to nielogicznie brzmi, to są one odbierane w bardzo zbliżony sposób) – takie nocyceptory mamy w skórze i to one właśnie zareagowały na to niezamierzone spotkanie mojego czoła i ściany)

multimodalne (reagują one na wszystkie rodzaje bodźców i mamy je na i w narządach wewnętrznych)

„ciche” (zlokalizowane są we wszystkich tkankach i odbierają dłużej działające bodźce – są wrażliwe na substancje chemiczne wydzielane przez uszkodzone tkanki i współuczestniczą w procesie wytwarzania stanu zapalnego)

Nocyceptory łączą (w tym przypadku) skórę bezpośrednio z rdzeniem kręgowym, a żeby być bardziej precyzyjną – rogiem tylnym rdzenia kręgowego. Tam mamy pierwszą synapsę, czyli połączenie pomiędzy dwiema komórkami nerwowymi. Bodziec bólowy, na etapie przewodzenia przez nocyceptor zamieniony już w impuls elektryczny, powoduje wydzielanie tzw. mediatorów bólowych (czyli substancji chemicznych informujących kolejną komórkę nerwową o tym, co się właśnie zadziało) – do najważniejszych na tym etapie należy glutamina i substancja P. Przekazują one informację o działającym bodźcu bólowym do kolejnego neuronu – tym razem zlokalizowanego w rdzeniu kręgowym.

Na tym etapie następuje modulacja sygnału – czyli jego osłabienie lub wzmocnienie, w zależności od sytuacji i potrzeby. Jak do tego dochodzi? Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, jest kilka teorii – i każda ma w sobie ziarno prawdy, jednak żadna nie jest uniwersalna (czyli nie tłumaczy wszystkich rodzajów bólu i radzenia sobie z nim). Rdzeń to pierwszy punkt kontrolny – tu mają miejsce decyzje, jak silny sygnał bólowy dotrze do wyższych pięter ośrodkowego układu nerwowego – i mam tu na myśli rdzeń przedłużony i śródmózgowie.

Jednak najistotniejszy z punktu widzenia pacjenta proces ma miejsce w korze mózgowej – tu zachodzi właściwa percepcja bólu (czyli jego odczuwanie, w pełni świadome)… ale jest to też ostateczny etap, na którym odbieranie bodźca bólowego podlega modyfikacji – choćby pod wpływem naszych emocji, depresji czy lęku (udowodniono, że ból jest odczuwany jako silniejszy przez osoby cierpiące na bezsenność, depresję, będące w lęku, mające poczucie osamotnienia czy zmęczenia, a słabiej, gdy jesteśmy wypoczęci, aktywni towarzysko oraz w dobrym zdrowiu). W korze mózgowej następuje także ocena bólu i sterowanie reakcją na takie doświadczenie – czyli to wszystko, co możemy zobaczyć gołym okiem i odczuć na własnej skórze. To dzięki korze mózgowej mogłam naprawdę poczuć, jak mocno uderzyłam się w czoło, dotknąć bolącego miejsca ręką czy pomyśleć o przyłożeniu na ten obszar zimnego okładu (dzięki koro, dzięki tobie nie mam wielgachnego guza).

 Możecie się zastanawiać – co w zasadzie z tego wszystkiego wynika? Też się kiedyś nad tym zastanawiałam (kiedyś – czyli na etapie nauki biologii w liceum) i wyjaśnienie sprawiło, że zafascynowałam się leczeniem bólu. Otóż na całej tej długiej drodze sygnału bólowego od receptora do kory mózgowej znajdują się liczne tzw. punkty uchwytu – czyli miejsca, w których możemy zadziałać… lekami przeciwbólowymi. Są to często naturalne miejsca hamowania przesyłu impulsu bólowego (bo owszem, nasz organizm też takie mechanizmy posiada).